Plucha, wiatr i nieco nostalgiczny nastrój, który dopada mnie pod koniec roku, kazały mi sięgnąć po mój zimowy zestaw ratunkowy: grzaniec, słodycze, koc i książka. Od kilku dni zaczytuję się w "Dziennikach rowerowych" Davida Byrne'a. Wokalista Talking Heads jest zapalonym rowerzystą i gdziekolwiek się nie udaje zabiera ze sobą składany rower, żeby z poziomu siodełka poznawać nowe miejsca. Znacie to uczucie, gdy ktoś wyrazi Wasze myśli i zgrabnie przeleje je na papier? Zaczęło się już we wstępie:
"Ów punkt widzenia - perspektywa dwóch kółek, szybszych niż spacer i wolniejszych niż pociąg, ze wzrokiem nieco ponad poziomem oczu przeciętnego śmiertelnika - przed trzydziestoma laty stał się moim panoramicznym oknem na świat, i jest nim do dziś. Okno jest duże i wychodzi głównie na pejzaż miejski. (Nie jeżdżę wyczynowo i nie biorę udziału w wyścigach). Przez nie oglądam w przelocie myśl innego człowieka, wyrażoną poprzez architekturę miast, w których przyszło mu żyć". (David Byrne, Dzienniki rowerowe, WAB 2011, s. 10)
Recenzję książki może dorzucę później. Teraz wracam do rozdziału o rowerowym Berlinie. Was zostawiam z muzyką i linkiem do strony poświęconej dziennikom.
Świadomość, że mamy już 2012, jeszcze na dobrze w nas nie zagościła, więc nim jasnym wzrokiem spojrzymy w przyszłość - szybki rzut oka na miniony rok. Uprzedzę tylko, że przegląd rowerowych wydarzeń jest kompletnie nieobiektywny i totalnie, a jakże, pojechany ;)
Styczeń Hiszpańscy naukowcy odkryli, że mądre dziewczyny jeżdżą na rowerach. Wobec tego - gdy początku roku zima trochę odpuściła - zaczęłam sezon. Nie zeszłam z roweru nawet, gdy zima pod koniec miesiąca popieściła nas spadkami temperatury do -28 stopni. Notowałam wtedy na Facebooku: "Przyjechałam dzisiaj do pracy z zimnymi udkami. To śmieszne, że na rowerze najbardziej marzną mi nogi. Trzeba będzie zwiększyć liczbę warstw na kończynach".
Luty
Pod koniec miesiąca gruchnęła radosna wieść. Sejm przyjął ważne poprawki w kodeksie drogowym, dzięki którym dzisiaj już na pewno wiadomo, że m.in. mamy pierwszeństwo na przejeździe rowerowym, omijanie aut z prawej strony to norma a nie brawura, dzieci mogą jeździć w przyczepkach, a rowerzyści parami. Krótko mówiąc, prawo miało wreszcie dogonić rowerzystów. Z niecierpliwością zaczęliśmy odliczać czas do przyjęcia zmian przez senat i podpisanie ich przez prezydenta.
Marzec
Zima nie odpuściła, a ja dalej jeżdżę na rowerze i w dodatku zachciewa mi się długich wypraw, więc pod koniec miesiąca postanawiam, że pojadę z SRM na wycieczkę rowerową. Tymczasem Lech Janerka zagrzewa na koncercie w Och-Teatrze:
Kwiecień
W kraju jakoś nic wiekopomnego w kwestiach rowerowych chyba się nie wydarzyło, a przynajmniej Google nic nie podpowiedziało. Za to w samym Poznaniu rowerowa rewolucja! Ogłoszono, że w stolicy Pyrlandii powstanie strefa tempo 30. Dodać należy, że poznańscy rowerzyści wykazali się bezprzykładną mobilizacją. Do ostatnich chwil ważyły się losy projektu, ponieważ do ZDM-u wpłynęło 40 wniosków (phi!) od kierowców niezadowolonych z proponowanych rozwiązań. Odpowiedź cyklistów była szybka - ZDM otrzymał ponad 100 pozytywnych opinii dotyczących strefy.
Maj
Dokładnie od 20 maja zaczęły obowiązywać przyjęte przez sejm zmiany w kodeksie drogowym. W internecie pojawiło się mnóstwo omówień i wykresów obrazujących, w jaki sposób rowerzyście wolno się teraz poruszać po drogach. Dla odmiany tutaj porównanie starych i nowych zapisów oraz link do Dziennika Ustaw.
Czerwiec
Sezon rowerowy w pełni. W Poznaniu odbywa się Święto Cykliczne, w Warszawie konferencja Polska w Rowerowej Europie, a tymczasem w Afryce... rozpoczyna się 19. etap sztafety Afryka Nowaka. Uczestnicy tego szalonego i fantastycznego przedsięwzięcia dotarli do Czadu:
"A więc zajadamy się avocado, papajami, bananami, pomarańczami. Wodę czerpiemy ze strumieni, które są też dla nas miejscem kąpieli. [...] Solidnie dają nam w kość liczne zjazdy i podjazdy, które wyciskają z nas litry potu. Szczególnie trudno jest Pawłowi, który ma problemy techniczne ze swoim rowerem i zmuszony jest go na każdej górce prowadzić, choć z resztą to i tak nas to zbytnio nie dzieli, bo i my prowadzimy rowery w miejscach dużych i piaszczystych podjazdów".
To był wyczerpujący dzień. Deszcz, łupanie w palcu, który coraz bardziej przypomina nieświeży befsztyk, totalne załamanie pogody, a na koniec użeranie się z bankiem. Na szczęście życie rowerzysty to nie tylko kontuzje i upaprane błockiem nogawki. Jeśli i Was rzeczywistość dzisiaj nie pieściła, albo chcielibyście, żeby dopieściła Was nieco bardziej, to mam dobrą muzę. I trzy fotki.*
* Gdy już skończyłam prawie ten wpis, pomyślałam, że wygląda, jak te książeczki z cyklu mądrości życiowe plus przesłodzone fotografie. Zwykle nosiły banalne tytuły w rodzaju "Życie jest piękne...", "Miłość ponad wszystko..." itp. No cóż, moje przesłanie to: chrzanić to wszystko, idę pojeździć!
Let's get a little bit crazy! :P
... i coś na uspokojenie, bo czymże są nasze codzienne kłopoty względem wieczności!
Poczułam przypływ energii, więc chwyciłam za miotłę i trochę posprzątałam na blogu. Chcę przy tym z dumą podkreślić, że roweru odkurzać nie musiałam, bo sezon zaczęłam już po pierwszych roztopach w styczniu. Dowody rzeczowe dorzucę jutro. Zakładanie dwóch par spodni, skarpet i rękawiczek*, odkuwanie lodu z hamulców i niekontrolowane poślizgi się opłaciły. Wiosenne wichury i opady w zeszłym tygodniu były naprawdę miłą odmianą po lutej zimie, którą - niech bogom będą dzięki - mamy za sobą, alleluja.
Od Dnia Wagarowicza nie można narzekać na pogodę (tfu, tfu na psa urok!), ale wiem, że dla niektórych temperatury w okolicach 10 stopni nadal są wysoce podejrzane. Porada tygodnia: zimno? No to trzeba szybciej pedałować. Kondycja nie teges? Zadbajcie o uszy. Mnie w tym tygodniu dodatkowo grzeje Roisin Murphy i "Ruby Blue".
* Wiem, wiem, trzeba było sobie kupić ciepłe galoty dla rowerzystów. Święta jednak skutecznie wydrenowały portfel, a Gwiazdor jakoś nie dał się przekonać do pomysłu nabycia drogą kupna termoaktywnej bielizny, choć mało seksownej, to jednak chroniącej dupsko przed odmrożeniami. Poza tym przyznam, że bawiło mnie sprawdzanie, ile ciuchów można na siebie włożyć, nie ograniczając przy tym znacząco swobody ruchów. Okazało się, że całkiem sporo.
** Nie, nie namawiam nikogo do samobójstwa i jeżdżenia ulicą z nastawioną na całą epę muzyką. Zdrowy rozsądek jest wysoce w tej kwestii wskazany. Wysoce! Podłączam swój system nerwowy do empetrójki, gdy jestem na ścieżce rowerowej albo gdy jadę chodnikiem.***
*** Tak, przyznaję - bywa, że jeżdżę po chodnikach. Bo choć polscy prawodawcy wreszcie dostrzegli, że jazda ulicą w czasie ulewy, to sport ekstremalny, to niestety nie wzięli pod uwagę, że jazda polskimi ulicami po polskiej zimie w towarzystwie polskich kierowców, to już prawdziwe balansowanie na krawędzi.