Od 2 tygodni jeżdżę nowym rowerem, a jeszcze się tym nie pochwaliłam. Spieszę to naprawić. Chciałabym przy tym napisać, że spędziłam wiele godzin na specjalistycznych forach, wybierając najbardziej optymalne 2 kółka. Nic z tego, miałam tylko jeden dylemat: MTB czy trekking? Przedłożyłam w końcu wygodę nad lans, a miły sprzedawca z
Armot Bike dobrał mi rower do koloru butów i dorzucił odpowiednie rękawiczki. Zwróćcie też uwagę na kolor torebki pięknie... konweniujący z barwą trawnika.
Kelly's OMEGA - wersja do pracy. Sakwy wprawdzie są
nadal podarte, ale na szczęście plecak przez nie jeszcze nie wypada:

Wersja weekendowa, czyli bez bagażu. Od razu zażyczyłam sobie, by w sklepie zamontowano półpełne błotniki i bagażnik. "Nie uznaję błotników" - pogardliwie rzucił pan stojący za mną w kolejce. No cóż, też na początku mojej rowerowej przygody "nie uznawałam". Wystarczyło jednak pół godziny jazdy w deszczu, bym stała się ich gorącą zwolenniczką. Wyjaśniłam to uprzejmie. "To się bierze potem prysznic" - zauważył rezolutnie. No i jak tu kontynuować rozmowę po takiej ciętej ripoście? Lato mamy deszczowe, więc błotnikami cieszę się niemal co drugi dzień. Żałuję jedynie, że nie było wersji z chlapaczami.